18.04.2018 Relacja Pana Jerzego Cierpiatki:

W takich sytuacjach jak ta liczy się nade wszystko bilans zysków i strat. Trzy bardzo cenne punkty zasiliły konto Garbarni, która pokonała rozpędzony Rozwój Katowice 1:0. Rywale ponieśli dziś pierwszą porażkę na wiosnę. Nikt na Rydlówce nie krzywduje, że nastąpiło to akurat w Krakowie, choć tak wcale nie musiało się stać. No, ale przecież zawsze najważniejsze są fakty, reszta stanowi tylko ich interpretacyjne dopełnienie.

Nie ma żadnego przypadku, że Rozwój zbiera pochwały w rundzie rewanżowej. To solidna drużyna, niepomiernie silniejsza niż jesienią. W katowickim meczu padł remis 1:1 i obie strony mogły odczuwać niedosyt. „Brązowi”, bo nie zachowali jednobramkowej zaliczki. Katowiczanie, ponieważ nie wykorzystali w ostatnich minutach wybornej szansy na wzięcie całej puli. Teraz nie doszło do kompromisu i dystans między Garbarnią i Rozwojem urósł do czterech punktów.

Lepsze wrażenie do przerwy sprawiali goście. W 4. minucie Żak przetestował formę Cabaja. W odpowiedzi Kalemba zaadresował dalekie podanie do Kiebzaka, ten nie opanował piłki. W 22. minucie Tabiś wypalił w poprzeczkę, korzystając z asysty Kowalskiego. Równo po dwóch kwadransach Golik nie miał kłopotów ze zneutralizowaniem uderzenia oddanego przez Wójcika. Był to pierwszy celny strzał Garbarni w meczu. Tabiś znów zaatakował bramkę „Brązowych”, bezskutecznie. To samo już w przedłużonym czasie gry odnosiło się do prób podjętych przez Ogara i jeszcze w tej samej akcji przez Kostrubałę.

Krótko po wznowieniu meczu i krótkim rozegraniu rzutu rożnego Kalemba oddał „centrostrzał”, piłka trafiła w zewnętrzną stronę słupka. Po chwili Wrześniewski desperacko naprawił własny błąd. W 56. minucie Ogar wykonał wrzut z autu, piłkę zastawił ciałem Wójcik i został obalony na murawę przez Gancarczyka.

Trudno zrozumieć intencje zawodnika o bogatej karierze, nawet z mundialowym epizodem w drużynie narodowej. Co chciał osiągnąć Gancarczyk poprzez bezsensowne pchnięcie rywala ustawionego plecami do bramki Rozwoju i na dodatek w bocznym sektorze pola karnego?! Nie nasze zmartwienie. Zdecydowanie ważniejsze, że Kalemba tradycyjnie wykonał „11” w sposób optymalny.

Dobra była akcja Wójcika z Serafinem, po chwili Wójcik uderzył nad poprzeczką. Pod przeciwną bramką kapitalnie zachował się Cabaj, broniąc z bliskiej odległości strzał Kowalskiego, do którego podawał Żak.

Garbarnia straciła kontuzjowanego Kostrubałę, którego miejsce zajął Borovićanin. Po chytrym dośrodkowaniu właśnie „Boro” w sukurs przyszedł Golikowi jeden z defensorów. Nie dawał za wygraną Żak w groźnej szarży. Garbarnia mogła żałować, że do zagrania Furtaka nie dobiegł Ogar. O niebezpieczną „wrzutkę” z wolnego (coś à la „Wejherowo”) pokusił się Kalemba. Interesującą kontrakcję rozprowadził Ogar, Wójcikowi nie było dane wystąpić w roli egzekutora.

„Garbarze” sami sprowadzili w 85. minucie niebezpieczeństwo na własnym przedpolu, sytuację uratował Pietras. Wreszcie Cabaj fantastycznie obronił czyjś strzał głową, ale i tak był ofsajd.

Poza Garbarnią wygrali ci wszyscy kibice, którzy w drodze rekompensaty za nie swój grzech już dziś „wykupili” sobie bilety na niedzielny mecz „Brązowych” z Błękitnymi Stargard.

Źródło: http://garbarnia.krakow.pl/newsy/Rozwoj1-018.htm