Wojciech Walda na zawsze zostanie w sercach widzewiaków. Uwielbiany przez wszystkich masażysta oddał klubowi i kolejnym pokoleniom jego zawodników ponad 40 lat życia. W środę 11 lipca widzewska rodzina pożegna swoją legendę.

Wojciech Walda zmarł 3 lipca. Do szpitala trafił dziesięć dni wcześniej, niespełna dobę po wywalczeniu przez Widzew Łódź awansu do drugiej ligi. Wiadomość o jego śmierci wstrząsnęła całym środowiskiem. Walda zapamiętany zostanie jako wspaniały człowiek o wielkim sercu. Rodzina i praca w Widzewie były sensem jego życia.

– Jeśli kiedykolwiek będę miał dzieci, chciałbym być dla nich takim ojcem, jakim on był dla nas – powiedział pogrążony w smutku Jakub, młodszy syn Wojciecha Waldy. – Jeżeli był tak oddanym i uczynnym pracownikiem, jakim dla nas tatą, to Widzew miał wielkie szczęście, że go współtworzył – dodał.

W minionym sezonie Walda nie mógł kontynuować pracy w klubie, ale zawsze gotów był mu pomóc, jak podczas meczu z Lechią Tomaszów Mazowiecki, kiedy zastępował nieobecnego Huberta Gołąbka. Po cichu liczył, że w przyszłości ponownie będzie mógł wspierać sztab szkoleniowy pierwszej drużyny.

– Ojciec odszedł z Widzewa z powodów osobistych, ale często myślał o tym, żeby wrócić. Chciał znowu usiąść na ławce. Jeszcze przed Bożym Ciałem w prywatnych rozmowach z najbliższymi rozważał, czy po awansie nie dałby rady dalej pracować w klubie, przynajmniej na pół etatu. Zwłaszcza że fizycznie czuł się cały czas bardzo dobrze – przyznał Jakub Walda.

***

Pogrzeb Wojciecha Waldy odbędzie się w środę 11 lipca o godzinie 12:00 w kaplicy Cmentarza Wojskowego św. Jerzego przy ul. Wojska Polskiego 149 w Łodzi.

 06.07.2018 10:00 Marcin Olczyk