Kończycie sezon na dalekim miejscu, w strefie spadkowej. Oczekiwania – po fantastycznym i rozbudzającym apetyty początku –  były inne. Dlaczego zwłaszcza w środku rundy graliście tak słabo?

Nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie. Na naszą słabą grę nałożyło się wiele czynników. Rzeczywiście zaczęliśmy bardzo dobrze rundę, byliśmy liderem i nagle wszystko się zacięło.  Paradoksem jest, że po naszym najlepszym w rundzie meczu. Po derbach słabo zagraliśmy w Wejherowie, potem przyszła porażka w fatalnym stylu z ROW i poszło. Oczywiście na wyniki miała wpływ nasza słabsza forma, słabo wyglądaliśmy indywidualnie, nie funkcjonowaliśmy jako drużyna. Wpływ na wyniki i grę miały też z pewnością kontuzje. Wszystko to się skumulowało. W końcówce wyglądaliśmy już lepiej, ale brakowało  nam czasami szczęścia. Zasłużenie przegraliśmy z Łęczną, ale już z Bełchatowem, Stargardem czy w Chorzowie nie byliśmy gorsi i zasługiwaliśmy na punkty. Dobrze, że udało się wygrać jeszcze przed końcem jesieni w Grudziądzu.

Ta seria porażek była dla nas kibiców przygnębiająca, graliście słabo i w pewnym okresie zupełnie nie strzelaliście bramek. Dla was też był to trudny czas. Jak bardzo ciężko gra się z bagażem meczów bez zwycięstwa i niestrzelonego gola?  

W takich chwilach poznaje się charakter drużyny, jej dojrzałość, my tego egzaminu dojrzałości nie zdaliśmy. Te słabe wyniki i passa siedziały nam w głowach i oczywiście to nam nie pomagało. Dochodziły do nas głosy kibiców, wypisywali w Internecie, że nam się nie chce, że nam nie zależy, że gramy przeciwko trenerowi. To nas bolało, bo w każdym meczu dawaliśmy z siebie tyle ile mogliśmy, chcieliśmy jak najlepiej, ale po prostu nie było efektów.

Jaka była atmosfera w szatni? Jakie były wasza reakcja na te porażki. Jak wyglądała szatnia w przerwach meczów i po końcowym gwizdku?

U nas specyficzną rzeczą było to, że często traciliśmy bramki w pierwszej połowie, pod jej koniec i wtedy oczywiście w szatni bywały głowy spuszczone. Jednak nie zawsze, przykładem był Grudziądz gdzie po samobóju tez do przerwy przegrywaliśmy, ale tu reakcja była zupełnie inna, każdy z nas w szatni był niesamowicie podbudowany, nabuzowany, wierzyliśmy w wygraną. Trener zmienił w przerwie ustawienie i odpaliliśmy. To świetny przykład na to, że nie można się poddawać. Co do atmosfery: wynik buduje atmosferę, jak są wyniki to jest i atmosfera. Po wygranych na początku sezonu było rewelacyjnie, potem oczywiście daleko było do ideału. Każdy chodził wkurzony, każdy miał chyba w głowie tysiące myśli. Zastanawialiśmy się dlaczego jest tak, a nie inaczej. I każdy był przybity tymi wynikami, niezależnie od tego czy należał do starszej grupy zawodników czy do młodszej.

No właśnie, jak dogadywała się starszyzna z liczną w szatni młodzieżą?

Szatnia jest różnorodna. Każdy jest inny. Wiadomo, że młodzi chodzą własnymi drogami, razem uczą się w szkole, niektórzy razem mieszkają, więc zawiązują się przyjaźnie. Podobnie jest ze starszymi, którzy też wolą trzymać się razem, mają więcej wspólnych tematów. Ale w szatni nie było grubszych podziałów, są rozmowy, jest dialog, przy dobrych wynikach były oczywiście żarty. Wszyscy sobie zdajemy sprawę, że wspólnie ciągniemy ten wózek musimy się więc dogadywać. Kilka lat temu, kiedy ja wchodziłem do pierwszej drużyny, młodym  było trudniej. Było zdecydowanie więcej starszych piłkarzy, czułem się niepewnie w szatni, z niektórymi nie miałem prawie żadnego kontaktu. Teraz jest więcej dialogu, ale też i te proporcje się odwróciły, dlatego młodym jest łatwiej zafunkcjonować, szybciej się aklimatyzują, czują się swobodniej.

Masz nową rolę na boisku. Z piłkarza ofensywnego stałeś się obrońcą lub wahadłowym. Jak się czujesz z nowymi zadaniami?

Te próby przestawienia mnie bliżej własnej bramki były już uskuteczniane jakiś czas temu. Faktycznie w juniorach i na początku gry w seniorach byłem napastnikiem lub skrzydłowym. Rzucali mi piłkę do przodu, a ja za nią biegałem. Z czasem zacząłem grać niżej, skrzydło, prawa pomoc i dwa lata temu na jednym z treningów trener powiedział, że chciałby mnie spróbować w obronie. Początki były trudne i nerwowe, czułem się niepewnie, ciągnęło mnie do przodu, grając wyżej zawsze miałem kogoś za sobą, ktoś mnie asekurował. Bieganie na prawej obronie czy na wahadle to zupełnie inna gra. Przeprofilowanie nie było proste, ale teraz mogę z całą pewnością przyznać, że było słuszne i sto razy wolę teraz grać bliżej własnej bramki, czuje się na nowej pozycji dobrze. Oczywiście jako wahadłowy gram do przodu, staram się też od czasu do czasu atakować, moja przeszłość ofensywna jest tu przydatna. Uczę się tej nowej roli, popełniam błędy, ale myślę, że będzie tylko lepiej.

System z trzema środkowymi – ty na wahadle, czy z dwójką stoperów i tobą jako prawym obrońcy? W którym ustawieniu gra ci się najlepiej. W którym lepiej prezentujecie się jako drużyna?

Zespół różnie funkcjonował w każdym z systemów. Raz lepiej raz gorzej. Zdarzało nam się lepiej grać po zmianie w trakcie meczu na czterech obrońców i na odwrót.  Wszystko rozbijało się według mnie o naszą formę i rywala. Mi nie sprawia różnicy czy gram w obronie w bloku pięcioosobowym czy czteroosobowym.

Jaka to była runda dla Ciebie?

Myślę że mogło być lepiej, nadal borykałem się niestety z drobnymi urazami. Popełniam błędy, zdaje sobie z tego sprawę, ale wiem jakie te błędy popełniam i staram się je eliminować.

Kiedyś nie miałeś za bardzo sił do biegania, teraz zauważyłem zdecydowaną poprawę w tym względzie.

To prawda. Lepiej się czuje fizycznie, mam więcej sił do biegania, wpłynęła chyba też na to zmiana pozycji. Mogę grać całe mecze i w końcówce czuje się całkiem nieźle. Pracuje mocno nad dośrodkowaniami, zostaje po treningach, chce robić postępy na tym polu z treningu na trening, z meczu na mecz. Jako boczny obrońca, muszę często wrzucać piłki w pole karne, chce zdecydowanie poprawić swoje liczby. Zdarzają mi się jeszcze złe dośrodkowania, ale chyba też jest tutaj ewidentnie progres. Mam 20 lat, ciężko pracuję na każdym treningu, chce wykorzystać każdą minutę zajęć i meczów na 100%.

Najsłabszy i najlepszy Jakuba Głaza tej jesieni.

Najsłabszy mecz zagrałem chyba z Rozwojem, szybko trener mnie posadził na ławkę i byłem wkurzony. Nie na trenera ale na siebie. Chyba miałem cztery straty z rzędu, słabo to wyglądało. Trener zasłużenie mnie posadził. W każdym meczu miałem słabsze momenty, zależy mi na tym i pracuje po to, żeby te słabe momenty eliminować. Chyba najlepiej będę wspominał derby. Miałem asystę, fantastycznie zagraliśmy zwłaszcza te pierwsze pół godziny. Dla mnie to zwycięstwo smakowało wyjątkowo. Wygrane derby w takim stylu – coś pięknego.

Chciałem jeszcze wrócić do kwestii zdrowia i twoich notorycznych urazów.

Tak, tych urazów było sporo ale wierze, że to już historia. Głównie miałem problemy mięśniowe. Uciekło mi wiele meczów. Po ostatnim takim poważnym urazie mięśniowym byłem u doktora Ficka, który bardzo mi pomógł, oraz u doktora Gołasia w Katowicach. Wreszcie mi zdiagnozowali skąd brały się moje problemy, bo wcześniej bujałem się po lekarzach i nadal nie wiedziałem co mi jest, dlaczego mam częściej niż inni urazy. Teraz to wiem, że to kwestia pracy moich mięśni, nie pracują tak samo. Na jednym jest więcej obciążenia, przez to drugi mniej pracuje i robią się różnice pomiędzy nimi. Efektem różnorodnych obciążeń są naderwania. Teraz robię codziennie specjalne ćwiczenia, pracuję nad tym, by każdy mięsień pracował na takim samym procencie. I widać efekty. Czuje się dużo lepiej fizycznie.

A jak czujesz się psychicznie po nominacji na kapitana zespołu?

O mojej nowej roli dowiedziałem się w szatni na odprawie przed meczem z Ruchem na Cichej. Spore przeżycie, taki rywal, taki stadion.

W nowej roli więcej krzyczysz na kolegów?

(śmiech), Jestem młody i nie krzyczę na starszych, każdy musi być skoncentrowany, zna swoje zadania i każdy z nas w jakiś sposób musi być odpowiedzialny za siebie i kolegów, za wynik drużyny. Oczywiście czuję większą odpowiedzialność, nie mogę grać słabo i zawieść kolegów, muszę dawać z siebie jeszcze więcej.

Jaka będzie wiosna. Poza tym że trudna, krótka i chyba nerwowa.

Nasza sytuacja w tabeli jest słaba ale nie beznadziejna.  7 stycznia zaczynamy zajęcia drużynowe, ale już od 25 grudnia zaczynamy pracować indywidualnie. Mamy rozpisane treningi, specjalne paski mają nas monitorować. Każdy zdaje sobie sprawę z sytuacji i nie pozostało nam nic innego jak ciężko pracować. Wiosna czeka nas trudna, wierzę, że zakończy się szczęśliwe.

Za pół roku kończysz wiek młodzieżowca. Trudny okres przed tobą, bo przepis z którego czerpałeś nie będzie teraz twoim sprzymierzeńcem.

To prawda, nadchodzi czas mojej weryfikacji. Zdaje sobie z tego sprawę, podchodzę do tego jednak spokojnie. Na każdym treningu daje z siebie wszystko, chce być lepszym piłkarzem. Jeśli ktoś ma jakość, umiejętności to zawsze znajdzie się dla niego miejsce w składzie. Tak do tego podchodzę.

Oglądasz mecze w wolnym czasie? Podpatrujesz zawodników grających na Twojej pozycji?

Oczywiście, podglądam zawodników na mojej pozycji, staram się oglądać mecze. Z przyjemnością patrzę na grę według mnie najlepszego na mojej pozycji Joao Cancelo. Cenie też Trippiera z Tottenhamu. Jak oglądam polską ligę czy ligę mistrzów to też zwracam uwagę na grę bocznych obrońców. Na to jak zachowują się w danych sytuacjach.

Jak najchętniej spędzasz czas wolny.

Od niedawna mam psa i jest przy nim trochę roboty. Staram się poświecić każdą chwilę wolną rodzinie i mojej dziewczynie. Uczę się tez języków: hiszpańskiego i angielskiego. Angielski bo wkrótce zdaje maturę poszerzoną, chce mieć lepszy wynik, dlatego podjąłem decyzję o pisaniu poprawki. A język hiszpański, bo może kiedyś spełnię swoje marzenie i zagram w lidze hiszpańskiej. Każdy ma swoje marzenia, ja mam właśnie takie.

Zapytam o tatuaże, bo masz ich coraz więcej.

Zaczęło się w wieku 17 lat, zawsze chciałem mieć tatuaż, teraz mam ich faktycznie sporo. Większość ma jakieś znaczenie, jestem osobą religijną więc mam trochę religijnych motywów, nie brakuje też motywów rodzinnych. Niektóre tatuaże zrobiłem sobie, bo mi się po prostu podobały. Nie ukrywam, że jeszcze w planach mam zrobienie sobie kilku.

Gdzie i jak spędzasz Święta?

Spędzam w domu i może na krótko wyskoczę z dziewczyną do Krakowa. Wkrótce zaczynają się przygotowywania do sezonu i będzie mało czasu dla bliskich. Dlatego teraz chce ten okres wykorzystać na maksa. Korzystając z okazji chciałem złożyć wszystkim kibicom Siarki zdrowych i spokojnych Świąt w gronie rodzinnym. No i wszystkiego co najlepsze w nowym roku, dużo pozytywnych chwil. Wspierajcie nas, wierzcie w nas. Oby 2019 rok był dla nas wszystkich lepszy niż 2018.

Dziękuje za rozmowę.

Rozmawiał Sławomir Strzałka

źródło: http://siarka-tarnobrzeg.pl/jakub-glaz-ciezko-pracuje-by-byc-lepszym-pilkarzem/?fbclid=IwAR0vFaKqzs8JLTGk7vk44_njebAb3LAGf1gHiQiRFvdwAGTZyE0D3RXZdmo