O początkach kariery, współpracy z trenerami oraz aktualnej kondycji Gryfa Wejherowo z Dawidem Leleniem, bramkarzem i kapitanem żółto-czarnych, rozmawiał Mateusz Marciniak.

Cofamy się o 20 lat. Jaki plakat wisiał nad Twoim łóżkiem?

Oczywiście Iker Casillas. Od dziecka kibicowałem Realowi Madryt i nie da się ukryć – to właśnie na bramkarzu „Królewskich” wzorowałem się na początku swojej przygody z piłką. Casillas nie jest zbyt wysokim bramkarzem. Jego warunki fizyczne sprawiły, że był dla mnie idealnym wzorem do naśladowania.

Gra współczesnych bramkarzy z najwyższej półki cechuje się odmienną charakterystyką. Które nazwiska cenisz najbardziej?

Moim zdaniem najlepszymi bramkarzami w skali globu są Brazylijczycy. Allison oraz Ederson grają znakomicie nogami, a do tego dobrze przewidują boiskowe sytuacje. Są niezwykle dynamiczni oraz pewni siebie. Do tej dwójki warto dodać Ter Stegena., który nie dość, że świetnie operuje nogami, to jeszcze perfekcyjnie porusza się po linii bramkowej. Jest to absolutny światowy top, dlatego staram się oglądać mecze z tymi zawodnikami i od każdego wyciągnąć jak najwięcej.

Wróćmy na lokalne podwórko. Jak wspominasz początki swojej kariery w Lechii Gdańsk?

Początek moich treningów w Lechii to głównie zabawa poprzez rozwój fizyczny. Oczywiście każdy z nas marzył o wielkiej karierze, ale nasze losy potoczyły się różnie. Z mojego rocznika na szczeblu centralnym poza mną występuje Adrian Bielawski z Bytovii Bytów. To ukazuje jak nieprzewidywalna jest piłka nożna. Mieliśmy przecież jeden z najlepszych – o ile nie najlepszy rocznik w skali kraju.

Myślisz, że przyczyną może być system szkolenia? To w ostatnim czasie nośny temat.

Coś po prostu poszło nie tak. Moim zdaniem treningi na tamtym etapie były ciekawe i zróżnicowane. W końcu był to czas nauki, dlatego uczyliśmy się wszelkich aspektów – począwszy do przyjęcia piłki, na dryblingu kończąc. Treningi w Lechii prowadził wówczas Robert Jędrzejczak i to właśnie pod jego przywództwem osiągnęliśmy największe sukcesy. Treningi na szczeblu seniorskim posiadają zupełnie inny charakter. Wtedy był to okres nauczania, teraz jest to trening podporządkowany przygotowaniu motorycznemu oraz taktycznemu.

Po Lechii przyszedł czas na Legię…

Do Legii trafiłem w pierwszej klasie liceum. Przed wyjazdem do stolicy odbyłem trzy testy sportowe. W wieku 15 lat odbyłem w treningi z pierwszą drużyną Legii, z kolei testy przeszedłem trenując z ekipą „Młodej Ekstraklasy”. Trenerzy, którzy mnie obserwowali na ich podstawie wydali pozytywną opinię i zaproponowali transfer.

Zmiana Gdańska na Warszawę w tak młodym wieku to spore wyzwanie.

Szczegóły związane z przeprowadzką omówiliśmy z rodzicami w ciągu 5 minut. Wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, że nic lepszego dla mojego rozwoju się nie trafi. Przeprowadzając się do Warszawy kompletnie nie znałem miasta. Nie znałem też żadnej osoby z klubu. Wspólne treningi oraz szkoła sprawiły, że szybko złapałem kontakt z chłopakami.

Szybka integracja i ciężka praca na treningach sprawiły, że trafiłeś do pierwszego zespołu. Jak wspominasz ten czas?

Zanim tak się stało trenowałem w grupach młodzieżowych – juniorach starszych oraz młodszych. Drugi rok pobytu w stolicy to awans do drugiej drużyny Legii w której trenowałem. Mecze rozgrywałem jednak wciąż w ekipach juniorskich. Po zdobyciu Mistrzostwa Polski z juniorami starszymi zostałem przeniesiony do pierwszej drużyny Legii Warszawa. Wówczas trenerem drużyny był Henning Berg. To był czas w którym do Legii ściągano najlepszych młodych zawodników. Każdy z nich posiadał wysokie umiejętności. Wielu z nich pokazuje swoje możliwości na szczeblu centralnym.

Po warszawskim rozdziale przyszedł czas na ten wejherowski. Początki w Gryfie nie należały jednak do najłatwiejszych.

Zwłaszcza pierwsze pół roku było trudne. Trafiając do Gryfa nie wiedziałem czego się spodziewać. W pierwszych miesiącach ówcześni trenerzy nie darzyli mnie zbytnim zaufaniem. Minęło pół roku – szkoleniowcem Gryfa został trener Pawlak, który na mnie postawił, za co jestem mu wdzięczny. Wiesz, w wieku młodzieżowca błędy są czymś nieuchronnym i wówczas wiara trenera w umiejętności danego zawodnika jest niezbędna.

Z którym z trenerów bramkarzy współpraca układała Ci się najlepiej?

Dowhań i Muszyński. To trenerzy, którzy zwracają uwagę na każdy detal. Szczegóły okazują się kluczowe względem skutecznych interwencji. Ważnym aspektem jest również przekazywanie wiedzy doskonalącej techniki bramkarskie. Do tego grona chciałbym jeszcze dodać trenera Kowala z Legii Warszawa. Co prawda współpracowaliśmy razem zaledwie pół roku, ale uważam, że jest to przyszłość trenerskiej myśli bramkarskiej w naszym kraju. Kowal już wtedy odzwierciedlał sytuacje meczowe i przygotowywał nas pod kątem wszelkich sytuacji, które mogą przydarzyć się w warunkach meczowych.

A współpraca z trenerem Łukaszem Kowalskim?

Trener Kowalski jest młodym szkoleniowcem, którego czeka długa kariera na wysokim poziomie. W jego pracy z pewnością pomaga mu doświadczenie, które zdobył w czasie profesjonalnej gry w piłkę. Trener Kowalski zachowuje chłodną głowę i wyciąga błędy, które popełniamy w trakcie meczu, aby pracować nad nimi podczas treningów. Myślę, że nasza ciężka praca oraz analizy, których dokonujemy przyniosą w najbliższych spotkaniach oczekiwane rezultaty.

Odgrywasz ważną rolę w drużynie Gryfa Wejherowo. Przejąłeś opaskę po Piotrku Kołcu. Jak odnajdujesz się w tak istotnej roli?

Jestem zadowolony, ponieważ był to wybór kolegów z drużyny, który wcześniej został poddany pod głosowanie. Cieszę się, że drużyna obdarzyła mnie tak dużym zaufaniem. Rola kapitana to również dodatkowe obowiązki na które jestem gotowy. Dla mnie posiadanie kapitańskiej opaski dodaje pewności siebie i uskrzydla. Nie odczuwam w związku z tym dodatkowej presji.

Letnia rewolucja Gryfa sprawiła, że jesteś jednym z najdłużej grających zawodników w tej ekipie. Pomagasz nowym piłkarzom wcielić się w drużynę?

Podczas okresu przygotowawczego zajmowaliśmy się nowymi zawodnikami – opowiadaliśmy im jak funkcjonuje klub od środka, czego mogą się spodziewać oraz o jakie cele graliśmy w poprzednich sezonach. Aklimatyzacja poszła bardzo sprawnie – wszyscy złapaliśmy błyskawiczny kontakt, a atmosfera pomimo niezbyt korzystnych wyników jest dobra. Myślę, że każdy za każdego pójdzie w ogień, choć jesteśmy razem krótko.

No właśnie… Wasz dorobek punktowy jest bardzo skromny. To jeden z najgorszych startów Gryfa na tym etapie rozgrywek. Gdzie należy szukać przyczyn?

Jest to nasz najgorszy start w II lidze, ale jesteśmy przekonani, że zaczniemy punktować. Na początku mieliśmy trudny terminarz, a kolejne spotkania to mecze u siebie w których będziemy walczyć o pełną pulę. Myślę, że po pierwszym zwycięstwie przyjdzie pozytywna seria punktów.

Pomimo kiepskiego startu tracicie niewiele bramek. Jak Ci się układa współpraca z obrońcami?

Różnica bramek występująca w porównaniu nas z innymi drużynami nie jest duża. Na ten moment brakuje trochę szczęścia. A szczęściu jak dobrze wiemy trzeba dopomóc. Współpraca w bloku defensywnym układa się dobrze. Wszyscy się wspieramy i motywujemy. Ważne jest też to, że nie mamy problemów z komunikacją. To istotny aspekt w grze defensywnej.

Waszym rywalem w Pucharze Polski będzie Lechia Gdańsk. To mecz z dodatkowym smaczkiem, ponieważ kluby delikatnie mówiąc – nie przepadają za sobą, a Ty rozpoczynałeś w Gdańsku przygodę z piłką. Traktujesz to jak normalny mecz, czy jednak odczuwasz dodatkową presję?

Puchar Polski będzie dla nas oraz dla ludzi w klubie nagrodą za ostatnie lata w których utrzymywaliśmy II ligę dla Wejherowa. Jest to też motywacja, żeby pokazać się jak najlepiej na tle drużyny ekstraklasowej. Dla mnie, Pawła Czychowskiego oraz Mateusza Goerke jest to mecz wyjątkowy, ponieważ wychowywaliśmy się w Lechii, ale ja do meczu nie podchodzę z dodatkową presją, lecz z dodatkowa motywacją. Zawsze chciałem zmierzyć się z drużyną ekstraklasową, a że jest to Lechia dodaje jeszcze efektowniejszej otoczki wokół meczu.