Do czego są potrzebni sędziowie? Zależy kiedy. Dzisiaj poszło im świetnie pod względem robienia publiki w balona. Jakby ludzie nie mieli oczu i uszu a nadawali się wyłącznie do stania na baczność przed decyzjami niepoważnymi, niekiedy wręcz kpiną z majestatu sportowego prawa.

Clou programu stanowiły okoliczności podyktowania karnego dla Błękitnych. Nic to, że Duda czysto powstrzymał Sanockiego, arbiter wskazał na „wapno”. A w rozwinięciu akcji sięgnął trzykrotnie po żółte kartki. Zainkasowali je protestujący Frątczak, Masiuda oraz przebywający już poza grą Kowalski. Fadecki perfekcyjnie wykonał „11”. Stwierdzeniu tych faktów towarzyszyło przekonanie moje i wielu innych obserwatorów, że za tak skandaliczną decyzję zupełnie kto inny powinien dostać sankcję. Akurat osoba ferująca wyrok pozbawiony podstaw.

Tak się złożyło, że hojnie obdarowani tym prezentem Błękitni reklamowali w końcowej fazie meczu, że sędzia pozostał obojętny wobec zagrania piłki rękę w polu karnym gospodarzy. Jest bardzo prawdopodobne, że w tym przypadku gości spotkała krzywda.

Z kolei krótko po pierwszym gwizdku w okolicach linii „16” został solidnie poturbowany Feliks. Szczęk kości było słychać na trybunach… I co? I NIC. Ani „jedenastki” (jeśli przewinienie popełniono w obrębie pola karnego), ani wolnego (jeśli poza „16”). Jeśli zderzyć ocenę tę sytuacji przez sędziego z okolicznościami podyktowania karnego na 1-1, słowo „tragifarsa” aż ciśnie się pod klawiaturę…

Garbarnia objęła szybko prowadzenie, zresztą po ładnej akcji. Kuczak uruchomił na lewej flance Marszalika, do którego dośrodkowania wprawdzie nie dobiegł Feliks, za to uczynił to Kowalski. Po idealnym dograniu w pobliże bramki reszty nieuchronnie dokonał Kuczak. W końcowej fazie tej fazy meczu Błękitni śmiało mogli wyrównać, a nawet wyjść na prowadzenie. Z wolejem Sanockiego poradził sobie rozgrywający świetną partię Frątczak. Niebawem brawurowo zapobiegł on skorzystaniu z prezentu przez Paczuka. I jeszcze idealną okazję miał Kurbiel, ale „główkował” niecelnie.

W 52. minucie, nie bez pomocy Rzepeckiego, posłał piłkę do siatki Feliks, jednak w górę poszła chorągiewka jednego z asystentów arbitra. Tuż przed doprowadzeniem przez gości do remisu popisowo rozprowadził kontrakcję Słoma, Kuczakowi ani Feliksowi nie udało się sfinalizować sprawy jak należy. Zaś irytowało wykonanie kilku stałych fragmentów gry przez krakowian.

Nie ulega kwestii, że to Błękitni bezwzględnie dyktowali warunki. Dysponowali zdecydowanie większym zasobem sił, pod bramką wyśmienicie spisującego się Frątczaka co chwila trzeba było podnosić larum.

Krótko przed wyrównaniem Frątczak instynktownie sparował na poprzeczkę strzał głową Kurbiela. Później także w poprzeczkę trafiło efektownie uderzenie Łysiaka. Było jeszcze sporo innych sytuacji, unaoczniających ewidentną przewagę Błękitnych.

Co nie zmienia stanu rzeczy, iż poza karnym „z sufitu” ani razu nie trafili do siatki…
(JC)

Garbarnia Kraków – Błękitni Stargard 1:1 (1:0)
Bramki: 13′ Kuczak – 68′ Fadecki
Żółte kartki: Frątczak, Kowalski (na ławce rezerwowych), Kujawa, Masiuda, Słoma – Cywiński, Łysiak
Sędzia: Rafał Rokosz (Siemianowice)
Widzów: 288

Garbarnia: Frątczak – Kowalski (56′ Słoma), Kujawa, Masiuda, Klimek, Marszalik (45′ Mruk) – Duda, Kuczak, Kostrubała, Kołbon – Feliks (67′ Szewczyk)

Błękitni: Rzepecki – Szrek, Ostrowski, Sadowski, Sitkowski – Sanocki (72′ Gawron), Łysiak, Cywiński (85′ Krawczun), Fadecki, – Paczuk (60′ Bochniak), Kurbiel

Fot. WajdaFoto

 Źródło: http://garbarnia.krakow.pl/