26-letni napastnik Widzewa przez dwa lata był zawodnikiem Znicza Pruszków. Kilka razy rywalizował też z tym zespołem, ale bramki mu jeszcze nie strzelił. W niedzielę ma być jednak inaczej.

Marcin Olczyk: Grałeś w przeszłości w Zniczu. Jak wspominasz swój czas z Pruszkowie?

Przemysław Kita: Pierwszy raz zszedłem wówczas z ekstraklasy do drugie ligi i myślałem, że będzie łatwo. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Udało nam się jednak już w pierwszym sezonie awansować. Szkoda, że w kolejnym roku nie utrzymaliśmy się w pierwszej lidze.

Interesujesz się jeszcze losami tego klubu?

– Media nie rozpisują się o nim zbyt dużo, dlatego nie mam za bardzo możliwości śledzić, co się w nim dzieje. Z drugiej strony od trzech sezonów gram w drugiej lidze, więc w obecnej sytuacji Znicza na pewno w jakimś stopniu się orientuję. Występuje tam jeszcze kilku zawodników, których znam. Spotkam też pewnie kilku pracowników, którzy byli w klubie za czasów mojej gry.

W zeszłym sezonie jako zawodnik Olimpii Grudziądz grałeś ze Zniczem dwukrotnie. Nie udało ci się ani wygrać, ani zdobyć bramki. W niedzielę będzie lepiej?

– Liczę, że tym razem się uda. W ostatnich dwóch meczach ze Zniczem byłem bardzo blisko szczęścia. Miałem nawet sytuacje określane mianem stuprocentowych. Mam nadzieję, że do trzech razy sztuka i w niedzielę znajdę w Pruszkowie sposób na pokonanie bramkarza Znicza.

Od jakiegoś czasu jesteś bardzo blisko zdobycia kolejnego ligowego gola, ale brakuje szczęścia, a zdarzyło się nawet, że „wyręczył” cię obrońca rywala. Nie jest to dla ciebie frustrujące?

– Każdy oczekuje od napastników bramek. Mam za sobą kilka kolejnych spotkań bez gola, więc na pewno chciałbym strzelić kolejnego jak najszybciej.

Walczysz o nią w każdym spotkaniu z całych sił. Dajesz się rywalom we znaki, a oni nie pozostają ci dłużni. Jak sobie radzisz z tak siłową rywalizacją?

– To już kwestia przyzwyczajenia. Wydaje mi się nawet, że wcześniej, gdy grałem na dziewiątce sam, tej walki i pojedynków miałem jeszcze więcej. Teraz, w Widzewie, Marcin (Robak – przyp. red.) na pewno mnie odciąża, więc nie jest tak źle. Nie jestem zmęczony, nie odczuwam żadnych problemów zdrowotnych.

Za wami trudny tydzień i dwie zupełnie różne porażki. Jesteście gotowi na kolejną walkę o punkty?

– Na pewno to, co wydarzyło się ostatnio, jest dla nas silnym bodźcem motywacyjnym. Mieliśmy cały tydzień, żeby się zregenerować. Myślę, że w meczu ze Zniczem będzie już dobrze.

 źródło: www.widzew.com