W marcu pożegnał się ze stanowiskiem trenera Stali Rzeszów, by w sierpniu wrócić do stolicy Podkarpacia w roli szkoleniowca Górnika Polkowice. Janusz Niedźwiedź jeszcze w lipcu był o krok od przejęcia litewskiej drużyny Riteriai Wilno, ostatecznie po kilku miesiącach znów pracuje w polskiej lidze.

Niedźwiedź rok temu osiągnął sukces ze Stalą. Wprowadził zespół na trzeci szczebel rozgrywkowy w Polsce. Udało mu się to w pierwszym sezonie pracy w Rzeszowie. Rzeszowianie awans zapewnili sobie w ostatniej kolejce, pokonując Podhale Nowy Targ, w którym to 38-letni trener pracował wcześniej. W drugiej lidze poprowadził on Stal w 22 meczach, po czym na początku marca został zwolniony.
W nowej roli w Rzeszowie

Pod koniec lipca pojawiła się informacja, jakoby Niedźwiedź związał się kontraktem z Riteriai Wilno. Kilka dni później sam zainteresowany poinformował, iż nie dojdzie do podpisania umowy. – Były chęci z obu stron, było blisko porozumienia, ale finalnie nie dogadaliśmy się. Wróciłem więc do Polski, a Riteriai życzę powodzenia. Nie rozpamiętuję tego, co było. Uznaję, że skoro tam nie jestem, to tak musiało być. Widocznie pisane mi było prowadzenie Górnika. Cieszę się, że mogę pracować z ludźmi, w których widzę duży potencjał – mówi w rozmowie z Łączy Nas Piłka.

Tym samym młody szkoleniowiec z powrotem objął stery w polskim II-ligowcu. Żeby było ciekawiej, przejął ekipę, po porażce z którą w poprzednim sezonie musiał rozstać się ze Stalą. Górnik wygrał wtedy 2:1. W pierwszej kolejce nowego sezonu polkowiczanie już z nowym opiekunem (Niedźwiedź zastąpił Enkeleida Dobiego) grali właśnie na obiekcie Stali. Tym razem przegrali 1:2, choć prowadzili 1:0.

– To był dla mnie powrót sentymentalny. Dwa lata pracy to na tyle długi czas, by zawrzeć przyjaźnie. Zostawiłem w Stali wielu bardzo dobrych znajomych. Piłkarze się nie zmienili, razem budowaliśmy ten zespół. Zostałem bardzo ciepło przyjęty przez zawodników, kibiców. Szkoda, że nie udało się wygrać, ale pokazaliśmy się z dobrej strony. Najlepiej przypomnę się, jeśli Górnik osiągnie coś więcej niż w poprzednich rozgrywkach [11. miejsce – przyp. aut.]. Spokojnie działamy. Jesteśmy na tyle ambitnymi ludźmi, a przykłady z poprzedniego pokazały, że wcale nie trzeba mieć najwyższego budżetu, by dobrą pracą osiągać sukcesy, że liczymy, iż zrobimy dobry wynik – przyznaje Janusz Niedźwiedź.
Jest kim zastąpić kluczowych zawodników?

W nowym rozdaniu Górnikowi nie pomogą już najlepszy strzelec Michał Bednarski (24 bramki), czy Patryk Mucha. Tutaj pojawia się szansa na zaistnienie przed nowymi graczami. Być może wyklaruje się nowy lider. – Wolę nie skupiać się na tym, kogo nam najbardziej brakuje. Zastanawiam się, kto teraz przejmie pałeczkę po poprzednich liderach. Michała Bednarskiego na razie dobrze zastępuje Mateusz Baszak, który strzelił już dwa gole. Liczymy, że będzie się przy nas mocno rozwijał. Tak samo jak Eryk Sobków, także wykonujący dobrą robotę – podkreśla trener.

Kibice Górnika mocno liczą zwłaszcza na Kamila Wacławczyka oraz Mariusza Szuszkiewicza. – Mimo kilku transferów do środka w pola w zastępstwie Muchy, który odszedł do Widzewa, mamy nadzieję, że Wacławczyk i Szuszkiewicz dalej będą liderami. Tego samego spodziewamy się po Brunonie Żołędziu i Michale Danilczyku. Wierzymy, że wypełnią swoją rolę i bardzo nam pomogą na boisku – zaznacza Niedźwiedź, którego Górnik dość dobrze wystartował. Co prawda zaczęło się od wysokiej porażki 0:5 z Arką Gdynia w FORTUNA Pucharze Polski i przegranej ze Stalą w lidze, to później polkowiczanie pokonali 3:0 Sokoła Ostróda. Takim samym rezultatem zakończyło się ich spotkanie z Hutnikiem Kraków.

Są podstawy do optymizmu

– W pierwszej kolejce zabrakło nam szczęścia, żeby przechylić szalę na naszą korzyść. Ale wspólna praca wykonana w ostatnich tygodniach zaczyna powoli przynosić efekty. Samej pracy wciąż sporo, dlatego z ocenami lepiej poczekać jeszcze kilka kolejek. Ten zespół wymagał przebudowy, nie budowy od podstaw, bo trzon został utrzymany. Z drugiej strony odeszły ważne ogniwa. Po meczu z Sokołem powiedziałem, że końcowy wynik nie oddał tego, jak trudne to było spotkania. Gra była dobra, ale tylko momentami. Natomiast w ostatnim meczu zagraliśmy w końcu stabilnie. Hutnik tak naprawdę nie miał za wiele do powiedzenia. Mógł w pewnym momencie wyrównać, my byliśmy jednak tak dobrze dysponowani, że nie było złudzeń kto ten mecz wygra. Wierzę, że jesteśmy na fali wznoszącej i że z każdym meczem będziemy lepsi i się rozwijali – kończy trener kontynuujący swoją przygodę z ławką w II lidze, choć mogła być Litwa.

Piotr Wiśniewski
Źródło