Kapitan naszej drużyny, Piotr Nocoń był niezwykle wygłodniały gry i bramek po przymusowej pauzie w meczu przed tygodniem z Olimpią Grudziądz. W Pruszkowie, podobnie jak cała drużyna Skry zagrał świetne spotkanie, zdobył dwie bramki i mógł świętować wygraną aż 5:0 na wydawało się trudnym terenie. Po meczu udało nam się chwilę porozmawiać.

Piotrek, wielkie gratulacje dla ciebie i drużyny. Wróciłeś do składu po meczu przerwy spowodowanej kartkami i od razu wracasz w wielkim stylu. W Pruszkowie dwukrotnie wpisałeś się na listę strzelców. Wygrywamy aż 5:0 i na ile twoim zdaniem jest to efekt świetnej Skry, a na ile niedyspozycja w tym meczu Znicza?
– Po raz kolejny było widać, że jesteśmy zdeterminowani, dążymy do jednego, wspólnego celu i każdy walczy za każdego na maksa. To procentuje potem na boisku. Dzisiaj zdecydowanie potwierdziliśmy swoją wyższość, zdominowaliśmy totalnie przeciwnika, bo mogliśmy wygrać jeszcze wyżej. Wynik idzie w świat i budzi szacunek i raz jeszcze wielkie brawa dla chłopaków. Zostały nam dwa mecze w tym roku i w nich będziemy chcieli tylko potwierdzić, że nasze miejsce w tabeli nie jest przypadkowe, a wynika z dyspozycji.

Z lekkim przymrużeniem oka można stwierdzić, że okazaliście nieco litości drużynie Znicza, bo gdybyście wykorzystali wszystkie sytuacje to ten wynik mógł być co najmniej dwukrotnie wyższy?
– Zgadza się, że tych okazji było więcej, ale nie można też strzelać wszystkiego. Przy wyniku 5:0 też już inaczej się gra, jest większe rozluźnienie, gra się nieco na czas. Niemniej pięć goli na mecz drugiej ligi to jest naprawdę dużo.

 

Przed meczem braliście pod uwagę, że ten mecz może się tak dobrze i łatwo dla was poukładać? Na papierze to zapowiadał się chyba całkiem wyrównany mecz.
– Tego, że będzie tak łatwo na pewno się nie spodziewaliśmy. Chcieliśmy mocno powalczyć o trzy punkty i podtrzymać swoje miejsce w tabeli. Doskonale pracowaliśmy przez te 90 minut jako cała drużyna i to zaprocentowało.

Z Olimpią Grudziądz było 4:0, teraz 5:0 ze Zniczem, to ile będzie w środę z przedostatnią Olimpią Elbląg?
– Wystarczy 1:0. Dziękuję (śmiech).

Rozmawiał Mariusz Rajek